niedziela, 21 kwietnia 2013

Alicja po drugiej stronie... witryny czyli window dressing



Dziś o jednym z moich najukochańszych tematów. Window dressingCo to takiego? Tłumacząc dosłownie z angielskiego - "ubieranie" witryn sklepowych. Window dressing jest częścią visual merchandisingu, zespołu działań i strategii mających na celu stworzenie przejrzystego i atrakcyjnego układu przestrzeni sklepowej oraz przemyślane eksponowanie towaru, które wpłyną na wzrost ich sprzedaży. Window dressing to zawężenie powyższych działań do metrażu wystawy sklepowej. Jeśli uważacie, że to daje niewiele możliwości, jesteście w wielkim błędzie! Narzędziami są: kolor, światło, kształt przestrzeni, manekiny, meble, rekwizyty, akcesoria, ubrania, a także bodźce sensoryczne oddziałujące na nasze zmysły, telebimy, interaktywne instalacje i wyobraźnia. Ilość kombinacji nieograniczona!
Visual merchandising (i window dressing) ma na celu: wykreować i umocnić wizerunek firmy, edukować i odpowiadać na potrzeby klientów, budować z nimi więź emocjonalną oraz tworzyć dobre skojarzenia związane z marką itd. Mimo tych wzniosłych haseł, nie łudźmy się, visual merchandising to obszar ściśle powiązany z pieniędzmi, ale jego składowa - window dressing to już bardziej dziedzina z pogranicza sztuki. To tak w dużym uproszczeniu. Niemniej jednak każdy, kto chciałby zająć się albo jednym albo drugim powinien wykazywać się nie tylko świetną wyobraźnią i kreatywnością, ale również wyjątkową intuicją, która pozwoli ocenić, czy proponowany przez nas sposób ekspozycji towaru na witrynie i w sklepie jest ściśle powiązany z filozofią brandu, niesie za sobą jakieś dodatkowe treści, czy jest adekwatny dla grupy docelowej i, co najważniejsze, zwróci na siebie uwagę przechodniów na tyle, że zechcą oni wejść do sklepu i zostawić tam dużo pieniędzy. 

Nazwiązując (tradycyjnie już) do wpisu z poprzedniego tygodnia, proponuje Wam window dressing w wydaniu baśniowym, a konkretnie w stylu "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla. Oto kilka fantastycznych witryn!




Witryna Alexandra MacQueen'a w paryskim Printemps

Na początek francuski Printemps. Ten mieszczący się na bulwarze Haussmanna w IX-tej Dzielnicy Paryża flagowy dom towarowy działa od 1865 roku i obok Galeries Lafayette należy do największych we Francji. Poniżej kilka witryn Printemps, których wystrój swoją tematyką nawiązuje do zaczarowanego świata Alicji.
Dekoracje te zdobiły sklep w 2010 roku, uświetniając powstanie najnowszej filmowej wersji "Alicji" w reżyserii Tima Burtona. Z tej okazji Printemps zaprosił kilku topowych designerów jak: Chloé, Alexander McQueen, Christopher Kane, Nicholas Kirkwood, Maison Martin Margiela, Haider Ackermann, Manish Arora, Charles Anastase, Bernard Wilhelm czy Ann Demeulemeester do stworzenia oryginalnych kreacji dla bohaterki powieści Lewisa Carrolla.   



Witryna Bernarda Wilhelma w paryskim Printemps



"To świat fantazji, który daje każdemu designerowi możliwość nowej interpretacji. To zawsze budzi dreszcz emocji" - tak opowiada o baśni Colleen Atwood - kostiumograf najnowszego filmu Burtona. "Geometria kart, kolorystyczne tematy Alicji - one wciąż świetnie działają, niezależnie w jakich czasach żyjemy" - dodaje Atwood. 
Mimo, że filmowa Alicja ma 19 lat, a książkowa 9, to tak naprawdę jej wiek jest nieistotny. Podobnie jak zaczarowana kraina, do której trafia. Mimo, że czasem jest barwna i wesoła, potrafi być też mroczna i niebezpieczna. Dzięki temu jest uniwesalna, stanowiąc symbol surrealizmu i eskapizmu. Może dlatego tak często używa się tego motywu w dekoracji witryn i modzie. 



Witryna Chloé w paryskim Printemps i... "Zjedzcie mnie" 


Stylizacje utrzymane są w stonowanej, wręcz oszczędnej kolorystyce. Bardzo eleganckie i wysublimowane, ale z pazurem. Tak jak propozycja Chloé. Wg tej marki "Alicja w Krainie Czarów" jest metaforą zwariowanej nocy. "Swobodne i beztroskie bieganie w romantycznej sukience, wpadanie do króliczej nory, chwytanie czasu, który nam umyka, spotykanie nieznajomych, którzy oferują nam tyle historii - brzmi jak sobotnie wyjście niejednej dziewczyny". Nie sposób się nie zgodzić, prawda?  



Witryna Maison Martin Margiela w paryskim Printemps

Manekiny o króliczych głowach to motyw (królika) zaczerpnięty stricte z filmu Burtona, podobnie jak kadry filmowe w wersji XL w tle. Do tego olbrzymie rekwizyty jak imbryk, grzyb, karty do gry czy zegarek kieszonkowy. Tik-tak, tik-tak... czas płynie nieubłaganie, a my z dzieci przeobrażamy się w dorosłych... Obok czasomierza stoi Alicja. Ile ma teraz lat? Nie wiemy, bo zasłania ją niebieska sukienka, która zadarła się "po tym, jak dziewczyna próbowała przejść na drugą stronę lustra" - tak interpretuje swoją wizję Maison Martin Mariela. 



Witryna Manisha Arory w paryskim Printemps

Jednym z zaproszonych do przedsięwzięcia był Manish Arora - dobrze zapowiadający się projektant pochodzący z Dehli. "Alicja w Krainie Czarów" to dla mnie wisienka na torcie" - wspomina Arora, którego kreacje znane są ze zwariowanej kolorystyki, hipnotyzujących wzorzystych tkanin oraz bogatych aplikacji i haftów. "Czułem, że mój styl do tego pasuje". Rzeczywiście, patrząc na jego propozycję powyżej. 
Na uwagę zasługuje nie tylko geometryczny krój tej błękitnej mikrosukienki, ale również aplikacja w formie kart do gry. Oryginalnym zabiegiem było zastosowanie efektu iluzji, w tym celu projektant umieścił na sukience karty różnej wielkości, które zdają się wypadać z talii. "Chodzi o to, co jest rzeczywistością w zależności od tego jak to sobie chcesz wyobrazić" - opowiada o swoim pomyśle Arora.  

   
Witryna Charles Anastase'a w paryskim Printemps i... "Wypijcie mnie"

Ciekawie zapowiada się propozycja projektanta Charles'a Anastase'a, który tworząc teatralną, asymetryczną sukienkę Alicji inspirował się "oryginalnymi ilustracjami Johna Tenniela a nie 
disneyowską kreskówką". Współpraca z Printemps była nawiązaniem do samej twórczości Anastase'a, gdyż powieść Lewisa Carrolla i postać Alice Liddell (pierwowzór Alicji) były jedną z głównych inspiracji od początku kariery projektanta
Intrygująca jest i sukienka i przeskalowana butelka (czytaj też post: Baśniowa podróż po Maison Moschino), która kusi przechodniów: "wypijcie mnie"...



Witryna Ann Demeulemeester w paryskim Printemps

"Zawsze intrygowały mnie wycięte sylwetki. Są takie poetyckie jak cień duszy. One mówią wszystko o osobie a jednocześnie są gotowe, by wypełnić je własną wyobraźnią" - tak pięknie opowiada o swoim projekcie Ann Demeulemeester (czytaj też post: Zasiej sobie wnętrze). Całość wizji dopełnia obecność pionka szachowego, jakby projektantka chciała nam przez to powiedzieć: czy aby sami decydujemy o swoim życiu?





Window dressing to nie tylko efektowna dekoracja witryny i umiejętna ekspozycja produktu, ale także atrakcyjna stylizacja manekinów. To także zabawa stylami, tematami, metaforą. Witryna sklepowa ma przykuć naszą uwagę - zaskoczyć, rozbawić, zaszokować. Nic więc dziwnego, że tą formą ekspresji zainteresował się m.in. Salvador Dali i nie mniej znany skandalista Andy Warhol. 
Obecnie window dressing to bardziej skomplikowana maszyneria, a jej tryby zasila sztab stylistów, plastyków i rzemieślników.





Witryna w londyńskim Harrods


Wracając do "Alicji w Krainie Czarów"... obok paryskiego Printemps, zaproszenie na herbaciany podwieczorek przyjął również londyński Harrods. Jak widać, temat ten potraktowano w zupełnie inny sposób. Witryny są bardziej zwariowane i kolorowe. Czy uważacie, że bardziej w carrollowskim stylu?


Witryna w londyńskim Harrods


Elementem wspólnym dla wszystkich stylizacji jest tapeta w czarno białe pasy oraz to, że wszystkie scenki rozgrywają się przy stole, na którym wyeksponowano wszystkie atrybuty baśni - filiżanki, budziki, flamingi czy kapelusze.



Witryna w londyńskim Harrods

W odróżnieniu od paryskiej stylizacji ta jest nie tylko bardziej kolorowa, ale też zdecydowanie bardziej zagracona. Kolaż dobranych przedmiotów jest wprost zachwycający! Ten bałagan i przesyt jest celowy, odzwierciedla bowiem surrealizm i chaotyczność krainy, do której trafia Alicja. 



Witryna w londyńskim Harrods

Żadna witryna w Harrods'ie nie może istnieć bez ogromnego żyrandole. Tutaj zastosowano oświetlenie, które co jakiś czas zmienia barwy, a pasiasta tapeta sobie je "pożycza". 



Witryna w londyńskim Harrodss

Barokowa wręcz stylizacja daje świetny pretekst na pokazanie szerokiego spektrum produktów jakie można nabyć wewnątrz sklepu. Oprócz odjazdowych ubrań prezentowanych na manekinach, można zaopatrzyć się w równie szalone meble, oświetlenie czy zastawę stołową. Przy Harrods'ie propozycja w Printemps wygląda dość skromnie, nie mniej jednak intryguje i pozostawia niedosyt, sprawiając, że wchodzimy do sklepu, by zobaczyć więcej.   



Witryna w londyńskim Harrods





Window dressing. Jak to się zaczęło? Genezy należy szukać w XIX-wiecznej Ameryce. W tamtym czasie, jedna z większych firm o nazwie Marshall Field&Company postanowiła przejść z handlu hurtowego na detaliczny i zastanawiano się w jaki sposób przyciągnąć do siebie klientelę. Efektowne witryny sklepowe okazały się strzałem w dziesiątkę! Z czasem zabiegi stosowane w witrynach rozprzestrzeniły się na cały sklep, a dziś są nieodłącznym elementem tzw. interior store design, na którym opiera się planowanie każdego poważniejszego salonu, ale o tym innym razem







Witryna w nowojorskim Bloomingdale's

Kolejnymi megastores, które podjęły w swoich stylizacjach temat z "Alicji w Krainie Czarów" są nowojorski Bloomingdale's i londyński Selfridges. Wspominam o nich "hurtem", ponieważ oba współpracowały z wytwórnią Disneya, promując jej najnowszą filmową adaptację baśni.
Stylizacje te to już zupełnie inny świat od tych proponowanych w Printemps czy Harrods'ie. Moim zdaniem są najsłabsze. Jedynym oryginalnym akcentem jest zaprzeczający prawom grawitacji podwieczorkowy stół, z którego zaraz spadnie cała zastawa. To buduje pewne napięcie, ale jak to się mówi: szału nie ma.         




Witryna w nowojorskim Bloomingdale's

W stylizacjach, podobnie jak w Printemps, zastosowano jako tło ogromne wydruki kadrów z filmu Burtona, jednak efekt nie jest już tak zachwycający. Może jest to kwestia wyboru ujęć? Są po prostu nieodpowiednie. Popatrzcie jak wspaniale kadry filmowe dopełniają paryskie aranżacje, tutaj giną, są nijakie. Podobnie jak prezentowane letnie sukienki autorstwa Sue Wong, która zaprojektowała je specjalnie dla Disney Collection. Moim zdaniem kreacje te są bez wyrazu i szczypty szaleństwa tak wskazanego dla tego tematu. Na próżno szukać też zwariowanego Kapelusznika czy uśmiechniętego kota... Nuda! Wolę stać na ulicy, niż przejść na drugą stronę tej witryny. Bloomie's się nie popisało. 



Witryna w londyńskim Selfridges, zdjęcie autorstwa Jenny Bamberger

Londyński dom towarowy Selfridges oprócz witryn a la "Alicja", zaaranżował również wewnątrz tzw. Wonder Room. Jest to rodzaj butiku oferującego nie tylko gadżety inspirowane baśnią, ale także specjalnie wyselekcjonowane produkty jak: akcesoria, kosmetyki, dodatki do domu, biżuteria (np. luksusowa linia Stelli McCartney, Toma Binns'a czy Anna Lou of London) oraz odzież (Alice Temperley, w tym wspomnianej już Sue Wong). Wszystko to, co sama Alicja chciałaby mieć (przynajmniej zdaniem Selfridges). "To było dla mnie bardzo inspirujące doświadczenie, tworzenie biżuterii inspirowanej "Alicją w Krainie Czarów" spotkało się z moimi zainteresowaniami Dadaizmem i Surrealizmem" - tak wspomina swoją pracę Tom Binns, amerykański projektant ekskluzywnej biżuterii, którą możecie zobaczyć na www.tombinnsdesign.com. 





Bez względu na efekty pracy window dressers (czy filmowców) powieść Lewisa Carrolla wciąż jest modna. I tylko to się liczy!   










niedziela, 14 kwietnia 2013

baśniowa podróż po Maison Moschino czyli design hotel



Porzucam klimaty rękodzielnicze, ale pozostanę jeszcze chwilę w światku modowym. Ten barwny świat zawsze mnie fascynował i intrygował, nie tylko ze względu na ładne ubrania i przedmioty, ale także dlatego, że jest iluzją świata bez problemów, kopalnią inspiracji, krainą marzeń bez granic. A kto nie lubi marzyć? Większość z nas chciałaby mieć "barwne życie w dobrobycie", a i pokus jest wiele. Kult ekskluzywnych (dyskusyjnie pięknych) przedmiotów nie słabnie, powiedziałabym nawet, że kwitnie. Mimo globalnego kryzysu ekonomicznego, wszystkie znaczące domy mody od kilku lat odnotowują wzrost dochodów. Nastaje moda na styl mocno spersonalizowany w każdej dziedzinie życia (ubrania, wnętrza, kuchnia). Ludzie, po zachwycie nad masową produkcją, teraz pragną się wyróżniać. Obserwuje się tendencję do inwestowania w dobry design (czytaj też post: Fotelove), w rzeczy świetne gatunkowo i dostępne jedynie w kilku egzemplarzach. Wielkie domy mody wabią nas unikatowymi kolekcjami ubrań (w tym dla dzieci i niemowląt), butów, torebek, okularów, biżuterii, zegarków, perfum i kosmetyków. Nierzadko w ofercie wielu z nich znajdują się również linie dla naszych czworonożnych pupilów oraz wyrafinowane techniczne gadżety. 
Marki, które do tej pory królowały głównie na ekskluzywnym rynku odzieżowym, od pewnego czasu z powodzeniem podbijają także branżę wnętrzarską. Wielkie domy mody jak Versace wyposażają wnętrza luksusowych samolotów, samochodów i jachtów, a kolekcje home Ralpha Laurena, Calvina Kleina czy Donny Karan może kupić w butikach największych metropolii świata każdy, kto dysponuje większą zasobnością portfela. Wyrafinowana stylistyka mebli i akcesoria dla domu znajdują coraz więcej swoich zwolenników o bardzo zróżnicowanych gustach - od minimalizmu, do kapiącego złotem przepychu. Wiele domów mody poszło jeszcze o krok dalej i od pewnego czasu oferuje także usługi hotelowe. Te przybytki luksusu jak Armani Hotel, Gucci Hotel, Bulgari Hotel czy Palazzo Versace dostępne są oczywście tylko tym obrzydliwie bogatym, ale w 2010 roku powstał hotel, w którym zagościć może każdy z nas, choćby na jedną noc. To Maison Moschino Hotel
Andiamo! Zapnij pasy!





Modelka Lily Cole twarzą kampanii promującej perfumy "Light Blue" z linii Cheap and Chic 







K Y L I E   M I N O G U E,   O L I M P I A D A   I   M O T O C Y K L E  
Kilka słów o samej marce. Moschino to dom mody stosunkowo młody, ponieważ powstał w 1983 roku, ale napewno każdy z Was o nim słyszał. Mimo zaledwie trzech dekad istnienia (dla porównania dom mody Chanel liczy sobie już ponad sto lat), brand dość szybko zyskał sobie status kultowego i uwielbianego. Spektakularny sukces marka zawdzięcza kilku czynnikom: swojemu założycielowi-wizjonerowi - Franco Moschino, kontrowersyjnym kampaniom społecznym, swoistej filozofii będącej krytycznym manifestem wobec branży oraz oczywiście fantastycznym ciuchom. Kolekcje Moschino to rodzaj nowoczesnego vintage'u - od lat 80-tych wciąż tak samo barwne, niebanalne, odważne, zabawne i zwariowane. Do legendarnych już projektów należą te z motywem smażonych jajek, kurtki ozdobione kapslami od butelek czy gorsety zapinane na zawleczki, ale istnieją też grzeczniejsze propozycje. 
Mimo przedwczesnej śmierci założyciela, Moschino wciąż się rozwija. Brand stał się częścią Aeffe Fashion Group, do której należą także Philosophy di Alberta Ferretti i Emanuel Ungaro, a stery przejęła dawna asystentka Moschino - Rossella Jardini, która pełni funkcję dyrektora kreatywnego firmy. 
W skład marki wchodzą linie: Moschino (główna linia dla kobiet i mężczyzn), Moschino Cheap and Chic (druga linia dla kobiet), Love Moschino (znana również jako Moschino Jeans). Oprócz bogatego asortymentu prêt-à-porter (ubrania gotowe do noszenia na codzień), marka ma na swoim koncie również stroje na trasy koncertowe Madonny (Sticky & Sweet Tour) i Kylie Minogue (Showgirl - The Greatest Hits) oraz na ceremonię otwarcia zimowej olimpiady w Turynie. A do bardziej nietypowych zleceń firmy należy zaprojektowanie linii kasków dla posiadaczy motocykli i skuterów, tak ukochanych przez Włochów.   



Pokój o nazwie "Sleeping in a Ballgown" (tłum.: Śpiąc w sukni balowej). Suknia z
z czerwonego welwetu oraz wersja biała i czarna, via www.maisonmoschino.com








Hotel mieści się w dawnym dworcu kolejowym w Mediolanie





L U K S U S O W A   N O C   N A   D W O R C U ?
Jednym z ostatnich dużych przedsięwzięć brandu jest Maison Moschino Hotel (lub Maison Moschino). Uroczyste otwarcie obiektu miało miejsce 25 lutego 2010 roku, podczas mediolańskiego tygodnia mody - Milano Moda Donna. Ustytuowany w sercu Mediolanu, na Viale Monte Grappa 12 budynek powstał w 1840r. i pełnił kiedyś funkcję pierwszego dworca kolejowego w Mediolanie (obsługiwał drugą najstarszą kolej we Włoszech). 
Reprezentacyjna fasada hotelu z oryginalnymi drewnianymi okiennicami utrzymana jest w stylu neoklasycznym i kiedyś był to jeden z najwspanielszych budynków miasta. 
Pomyśleć, że kiedyś budynek rozbrzmiewał od miłosnych pozdrowień, sapiących pociągów i gwizdków zawiadowców...     






Niebieski pokoje o nazwie... "Blue".  Po prostu. (na dole po lewej inna wersja tematu),
pokój zainspirowany kolorem rekalsu, via www.maisonmoschino.com




"Sweet Room" (tłum.: Słodki pokój) w Maison Moschino, po prawej: detale "pysznych" 
poduszek i żyrandola, via www.maisonmoschino.com




N I E   M A   J A K   Ś W I E T N Y   K O N C E P T
Maison Moschino to z pewnością również wnętrzarska perełka, bowiem ta z zabytkowa, niepozornie wyglądająca z zewnątrz bryła, kryje w sobie naprawdę zupełnie inny świat! Adaptacja wnętrz to efekt współpracy Jardini (szefowej kreacji Moschino - przyp.) ze studiem JoAnn Tan (niebawem poświęcę mu osobny wpis). Założeniem było stworzenie tzw. concept hotel, który, na wzór concept stores, łączyłby w sobie kilka funkcji, tak więc w Maison Moschino znajduje się część hotelowa, restauracyjna, barowa, rekreacyjna i oczywiście firmowy butik. Tutaj obsługa jest na najwyższym poziomie, dyspozycyjna 24 godziny na dobę. Hotel ten można także określić mianem design hotel. Wnętrza takich hoteli są bardzo wyszukane, stylizowane na różne tematy - baśniowe, zwariowane, po prostu mające wywołać efekt WOW! Raj dla prawdziwych estetów i hedonistów. Maison Moschino posiada także cechy hotelu lifestyle'owego. Hotele tego typu są położone w wyjątkowych miejscach, nastawione na niewielką ilość gości, zapewniając im intymność, spokój i czystą przyjemność w mieszkania w luksusowym, niebanalnym wnętrzu. Lifestyle hotel to kolejne pokolenie tzw. boutique hotel, trendu, który pojawił się w latach 80-tych. Pierwsze boutique hotels (lub fashion hotels, można zwariować z tą terminologią!) pojawiły się w Nowym Yorku, San Francisco i Londynie. Cechą charakterystyczną jest także to, że pokoje w takich hotelach są ultranowoczesne - wyposażone we wszelkie współczesne udogodnienia jak: klimatyzacja, wi-fi, telefon, kablówkę itd., ale można również zamówić taki pokój, który tych wszystkich gadżetów nie posiada, za to oferuje... święty spokój.  
Jakkolwiek sklasyfikować Maison Moschino, napewno jest to hotel przeznaczony dla osób dość zamożnych, o wyszukanych potrzebach, ale przede wszystkim ceniących jakość, wygodę i kameralność. To przeciwieństwo dużych sieci hotelowych nastawionych na ilość i wątpliwy czasem poziom usług, ale bardziej dostępnych dla zwykłego śmiertelnika. 







Pokoje w tematyce leśnej, czyli "Forest", via www.maisonmoschino.com







Na ostatnim piętrze hotelu mieszczą się pokoje z cyklu "Luxurious Attic"
(tłum.: luksusowy strych), strach tutaj coś zgubić :), via www.maisonmoschino.com



S Z A L E Ń S T W O   K O N T R O L O W A N E
Jeśli chodzi o wnętrza Maison, to już od progu widać, że wchodzimy do świata Moschino. To jakby kreacja tej znanej marki przetransponowana na język wnętrzarski. Aranżacja obiektu była dużym wyzwaniem dla młodego, acz doświadczonego już JoAnn Tan Studio, które musiało dostosować się do restrykcyjnych wewnętrznych standardów brandu i sprostać oczekiwaniom miłośników Moschino. Działając w zgodzie z filozofią marki, dopełniono wszelkich starań by zachować jej charakterystyczny styl - zabawny, kolorowy i ekscentryczny. Dopieszczono każde wnętrze dbając o najwyższy poziom wykonania i jestem przekonana, że zadowolono wymagania nie tylko kultowego zleceniodawcy, ale i wyrafinowanej klienteli. Mimo dużej presji branży i fanów, jestem przekonana, że praca nad wystrojem hotelu musiała być wspaniałą zabawą, bo gdzie indziej masz możliwość uwalnienia całych pokładów swojej wyobraźni? Ten hotel to synonim designu i kreatywności. Najlepiej podsumowuje całe przedsięwzięcie Rossella Jardini: "Kiedy tam wchodzę, czuję się jak w domu, gdzie jest ciepło, przyjemnie i bezpiecznie. Do tego wysoki poziom wykonania. To czyni ten hotel wyjątkowym. Dlatego nazywa się Maison Moschino. 




"Alice's room" (tłum.: Pokój Alicji) w kilku wariantach,
via www.maisonmoschino.com



Pokój "Life is a Bed of Roses" (tłum.: życie jest łożem z róż),
po prawej: detale i inne wersje tego tematu, via www.maisonmoschino.com






A   M O Ż E   P O K Ó J   N A  M I E S I Ą C   M (I) O D O W Y ?
Dla większości z nas hotel to tylko miejsce, gdzie udajemy się na spoczynek po długim dniu zwiedzania pobliskich atrakcji. Jednak obok słynnej katedry Duomo, Teatro Alla Scala czy głównej ulicy Corso Como, ten czterogwiazdkowy hotel to kolejna atrakcja na turystycznej mapie Mediolanu... Na czterech kondygnacjach Maison Moschino oferuje swoim gościom zaledwie 65 pokoi, ale za to jakich! Pokoje są różnej wielkości, od małych do tzw. junior suites, co oznacza, że pokój ma większy metraż i posiada wyraźnie zaznaczoną strefę sypialnianą i dzienną, poprzez zastosowanie np. parawanu lub małej ścianki (patrz zdjęcia). Pokoje są dostosowane do zróżnicowanych potrzeb klientów, w tym dla rodzin wielodzietnych (Maison Moschino proponuje specjalny pakiet rodzinny). Jak przystało na hotel tej klasy pokoje wyposażono we wszystkie gadżety o jakich pisałam wcześniej. Oprócz klimatyzacji, spokojnej okolicy i luksusowo wyposażonej łazienki z hydromasażem, które pomogą pokonać zmęczenie po... wielkich zakupach w firmowym butiku Moschino lub na Corso Como, ukojenie może przynieść zamówiony do pokoju masażysta, a jeśli gość jest alergikiem, może nawet zamówić pościel hypoalergiczną.   
Dodatkowo odprężenie dostarczy dość minimalistyczny wystrój pokoi i monochromatyczna paleta barw. Natomiast intrygujące detale wyposażenia, ciekawe wzornictwo i niebanalne rozwiązania napewno rozbudzą wyobraźnię każdego i wprawią w dobry nastrój. Jednak jak przystało na ekscentryczny styl Moschino także wystrój pokoi utrzymany jest w tym duchu. Ich stylistykę podzielono na 16 surrealistycznych tematów, m.in. "Half a Room" (Połowa pokoju), "Clouds" (Chmury), "Ivy" (Bluszcz), "Little Red Reding Hood" (Mały Czerwony Kapturek), "Wallpaper" (Tapeta) czy "Shadows" (Cienie). Wszystkie te tematy (na zdjęciach pokazałam najciekawsze pokoje) przywołują skojarzenia z surrealistycznymi snami i znanymi baśniami, na szczęście potraktowanymi w sposób niejednoznaczny, bardzo w stylu Moschino. Już samo odszyfrowanie detali wystroju stanowi świetną zabawę. Już nie wiadomo czy to sen czy jawa! Ach... choć raz spać w balowej sukni (dosłownie!) lub na łożu z płatków róż, słodko śnić wśród poduszek w kształcie cupcakes, a rano gimnastykować się wśród drzew wyrastających z podłogi i sprawdzać maila przy ogromnym stoliku-filiżance rodem z "Alicji w Krainie Czarów". Ech... Wrócić na chwilę do czasów swojego dzieciństwa lub spędzić niezapomniany miesiąc miodowy w modowej świątyni! 





Hotelowa restauracja "Clandestino" (tłum. Potajemna)





Bar-kawiarnia w hotelu Maison Moschino, via www.hotelchatter.com




K A W A   W   C H M U R A C H

Surrealizm to świetny punkt wyjścia przy projektowaniu designerskich hoteli, szczególnie kiedy należy do domu mody Moschino. Z taką samą pasją co pokoje, zaprojektowano pozostałe wnętrza hotelu. Na uwagę zasługuje napewno hol, gdzie uwagę przykuwa bardzo oryginalne oświetlenie. Wspaniałe lampy-origami w kształcie obłoków zwisają z sufitu oraz, jak na dom mody przystało, w formie stojących lamp-sukienek czy spoczywających na komodach lampek-torebek. Oświetlenie to nie tylko zdobi hol i sprawia, że jest dobrze oświetlony, ale nadaje mu także niesłychanej lekkości, intryguje zachęcając do wejścia i wprawia w dobry nastrój (nie tylko marzycieli). 
Najwyższa liga to nie tylko wysoki poziom wykończenia hotelu i wysoce wykwalifikowana obsługa, ale także świetna kuchnia. W hotelowej restauracji "Clandestino" o podniebienie gości zadba znakomity szef kuchni - Moreno Cedroni. Tutaj, oprócz serwowanych pysznych posiłków, na uwagę zasługują nie mniej urocze krzesła w kształcie (a jakże!) sukienek. 
Motyw sukni pojawia się również w hotelowym barze i naturalnie w firmowym butiku, nie ma go jedynie w hotelowym spa o nazwie "Culti" (marka znana w branży wnętrzarskiej i "relaksacyjnej"), gdzie bez modowego zadęcia można zażyć zabiegów upiększających, zrelaksować się w saunie, tureckiej łaźni lub poćwiczyć w klubie fitness. 
Jak wspomniałam wcześniej, hotele tego typu dedykowane są raczej elicie, stąd proponowane usługi mają najwyższy standard i bardziej spesonalizowany. To idealne miejsce na organizację kameralnych przyjęć i imprez okolicznościowych (do 80 osób) w części barowej lub restauracyjnej, gdzie każdy gość czuje się naprawdę dopieszczony. Natomiast czynny całą dobę business center oferuje sale konferencyjne (na 14 osób), gdzie w niebanalnej scenerii każdy może przeprowadzić swoją prezentację lub inne spotkanie zawodowe. Kiedy aura dopisuje do dyspozycji gości jest również ogródek z wygodnymi sofami i parasolami (to przedłużenie restauracji znajdującej się na parterze) oraz taras na hotelowym dachu, idealny na prywatne cocktail party





Hol z lampami w kształcie sukienek, które powtarzają się w pokojach z cyklu "Blue",
oraz lampy-torebki. Natomiast lampy-obłoki i owce występują też w pokojach
z serii "Clouds". W prawym górnym rogu fragment klatki schodowej w chmurach.



Sala konferencyjna w hotelu Maison Moschino. Słodkie akcenty są zapowiedzią
pokoi z cyklu "Sweet rooms", a przeskalowany pędzel - "Alice's room" 


K U P   M N I E, P L I ZZZZZZ !
I na koniec niespodzianka. W butiku Moschino, zamiast ostatniej kolekcji z wybiegu, można nabyć wszystko to, co znajduje się na wyposażeniu hotelu od kapy zdobionej płatkami róż, przez naczynia, jakie można podziwiać w restauracji, skończywszy na oryginalnych lampach-sukienkach. Swoją drogą jak to spakować w bargaż do samolotu? Ale tym można się martwić na miejscu.

Zatem, nic tylko jechać do Milano i cieszyć się pobytem w Maison Moschino, gdzie "four stars meet a few clouds". Tak przynajmniej zapewniają na swojej stronie internetowej :) 
A więc, Buon viaggio!



Pokój o nazwie "Zzzzzzzzzzz", via www.maisonmoschino.com